Dlaczego NLP i perswazyjne, emocjonalne sztuczki często nie działają… (część I)
Przeglądając serwisy internetowe, coraz częściej trafiam na tak zwane „teksty perswazyjne”. Jeszcze rok, dwa lata temu czytałem je z zainteresowaniem. Dzisiaj – w większości przypadków – nie jestem w stanie przeczytać pierwszych 2 akapitów. Mam mdłości. Nieomalże każdy tekst jest „kalką”, zbiorem wyświechtanych i nadużywanych wzorców językowych wziętych żywcem z rożnych modeli NLP.
Zastanawiam się, kiedy autorzy 99% tekstów na jakie trafiam w internecie w końcu zrozumieją, że NLP-owanie i tylko NLP-owanie, to nie najlepszy pomysł na dobry tekst marketingowy?
Z drugiej strony biję się w piersi i ja. Wszak sam jestem jednym z tych, którzy promowali i dalej promują stosowanie wzorców językowych pochodzących z NLP w tekstach marketingowych.
Mój błąd jest taki, że nie przypuszczałem, iż autorzy „zaczadzieją” i zapomną o podstawowych zasadach. O tym, że skuteczny test marketingowy, to nie tylko „emocjonalne sztuczki”, to nie tylko hipnotyczne (obecnie raczej pseudohipnotyczne) łamańce językowe. Co gorsza – coraz częściej – słyszę, jak niedouczeni „miszcze” stosują te same, skazane na porażkę strategie, w rozmowach face-to-face z klientami.
Nie tędy droga moi Państwo!
No cóż, wygląda na to, że w pogoni za perswazyjną skutecznością, „wylano dziecko z kąpielą” i coś co miało być dodatkiem, stało się sztuką dla sztuki. Stało się czymś czego klienci nie chcą, ani czytać, ani słuchać i co ze skuteczną perswazją niewiele ma wspólnego.
I tu przyznaję rację tym, którzy twierdzą: „teksty perswazyjne nie działają!”. Oczywiście, ponieważ taka pseudoperswazja nie ma prawa działać.
A ponieważ – jak wspomniałem wcześniej – trochę w tym wszystkim i mojej winy, postanowiłem, że na tyle na ile będzie to możliwe, zmienić tą sytuację.
O tym jednak, przeczytasz w kolejnej części tego artykułu już wkrótce.











